Książka żyje

Żyje w rękach dzieci, ich rodziców, jest czytana w domach, przedszkolach i szkołach.

Skąd to wiem? Bo dostaję informacje w mailach, bo czytam o tym na blogach.

Oto wpis Anity Szlęzak, jednej z pierwszych recenzentek książki jeszcze przed jej wydaniem.

Zapraszam do lektury fragmentu wpisu, do całości odsyłam na BLOG.

 

[…] Siedzę i przygotowuję historię małej Zosi (klik, klik) w fotografiach. Wcześniej opowiadałam i czytałam już dzieciom o niedosłyszącym Franiu Franiu z respitratorem. (klik, klik) Słuchały z zapartym tchem, choć wcale nie były to łatwe tematy, dopytywały, opowiadały swoje doświadczenia z niepełnosprawnością… Odczuwam potrzebę takich spotkań, widzę, że dzieci chętnie- po przełamaniu bariery tabu- słuchają opowiadań (na spotkaniach czytam fragmenty książki Agnieszki Kossowskiej „Duże sprawy w małych głowach (klik, klik) czasem- przyznam się bez bicia, je modyfikując na potrzeby konkretnej prezentacji i wieku moich słuchaczy ;)). Dzisiaj widzę sens, potrafię już odpowiedzieć sobie na pytanie: po co? czemu ma to służyć?

 

Jestem też wdzięczna Osobom, które dostrzegają korzyści z przeprowadzania takich spotkań w swoich placówkach dla swoich podopiecznych. Które pozwalają mi przychodzić i prowadzić takie mini-zajęcia. Cieszę się, że mają bardziej otwarte oczy i serca niż ja te 8 lat temu. Dają mi również kredyt zaufania, którego staram się nie zmarnować, ani nie nadużywać…

 

Dotychczas udało mi się spotkać dwukrotnie z grupą pięciolatków w przedszkolu „Czerwony Balonik” oraz uczniami czterech klas III w szkole podstawowej w naszym mieście. Wrażenia obie strony mają pozytywne (prelegentka z pewnością, zwłaszcza, gdy już opanuje tremę). Dzieci są cudownie otwarte, choć widzę, że niektórym trudno jest spotkać się z niepełnosprawnością swoich rówieśników- rozmawiamy o tym, wentylujemy uczucia (że się tak wyrażę), mówimy o wszystkich ich rodzajach, pojawiających się w trakcie zajęć. Nie musi być tylko miło i radośnie, ale nie jest też smutno i ponuro. Nie taki jest zamysł tych rozmów, czytania i fotoprezentacji… Celem jest głównie dostarczanie wiedzy i przełamywanie barier, ale też otwieranie obu światów na siebie. I chyba trochę nam się to udaje…

 

[…] Tym bardziej się cieszę, że ten eksperymentalny mój pomysł i inicjatywa spotyka się z serdecznym przyjęciem kolejnych placówek 🙂 Będę miała co robić do wakacji, a kto wie- może i w przyszłym roku szkolnym.
Oczywiście w formie wolontariatu– inaczej nawet sobie tego nie wyobrażam… Moją zapłatą jest zainteresowanie dzieci i otwartość dorosłych i w pełni mnie to satysfakcjonuje. Nadaje też sens.

 

No. I cieszę się ogromnie z tego, że Rodzice wspomnianych wyżej Bohaterów opowieści wyrazili zgodę na to, żebym mogła opowiadać o ich dzieciach dzieciom zdrowym 🙂 A Agnieszce K. wdzięczna jestem za napisanie książki, która popycha do działania i nie pozwala zachować swych treści wyłącznie dla siebie 😉

 

[…]

 

1-IMG_62381-FullSizeRender (8)1-IMG_6249

ŻRÓDŁO