Jeśli na półce macie „Dzieci z Bullerbyn”, „Harrego Pottera” i „Anię z Zielonego…” to książkę „Duże sprawy w małych głowach” Agnieszki Kossowskiej też musicie mieć. Można użyć dużo mądrych i trudnych słów, by wytłumaczyć: dlaczego, ale ja tego nie zrobię. Można uderzyć w wielki dzwon tolerancji, zrozumienia i empatii, ale tego też nie zrobię.

Pierwszy raz przeczytałam o Książce na jednym z blogów, ale nie udało się zamówić jej z pierwszego wydania – rozeszła się na pniu. A potem przyniósł ją do pracy jeden z naszych lekarzy i pożyczyłam ją na trochę. Byłam ciekawa, czy internetowe recenzje są prawdziwe, czy może przesadzone, co jeszcze można napisać o niepełnosprawności, czy dam radę ją przeczytać bez łez i emocji… Pierwszego dnia książkę zabrała moja 10-letnia córka i czytała do ostatniej strony bez przerwy. Nie komentowała, nie oceniała, słowa na jej temat nie powiedziała, po prostu mi ją oddała. Potem czytałam ja. I właściwie też nie chcę nic na jej temat powiedzieć, ale to miała być recenzja 🙂

Mam „Duże sprawy…” w domu. Leżą na półce przeczytane ponownie i czekają na pożyczenie komuś, kto chciałby je przeczytać.

„Duże sprawy…” to książka, obok której nie przejdziesz obojętnie, to książka, która powoduje milion emocji, których nie da się opisać słowami, to książka, do której będziesz wracać, czy masz lat 7, 17 czy 70. „Duże sprawy” to opowieść, podręcznik, książka terapeutyczna i przewodnik. To książka wesoła i świetlista, choć opowiada o naprawdę dużych sprawach. I żeby było światowo: to konieczny „must have” w twoim domu, jeśli tylko kochasz książki.

P.S. Nie udało mi się przeczytać jej bez łez.

P.S.S. Naprawdę wydawnictwa nie stoją w kolejce, by ją wydać???”

dr n. med. Izabela Łaczmańska specjalista laboratoryjnej genetyki medycznej, adiunkt w Katedrze Genetyki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.


Uważam, że to fantastyczna książka! Mnie – dorosłej osobie, pomaga zrozumieć i przełamać bariery i dostarcza mnóstwa cennych informacji! Cudowne ilustracje! Najważniejsze dla mnie w tej książce jest to, że ona PRZEŁAMUJE BARIERĘ pomiędzy światem zdrowych i chorych. NAPRAWDĘ jestem zachwycona i zauroczona tą książką, wnikliwością, wrażliwością i ogromem pracy! Będę ją polecać zawsze i wszędzie!”

Anita Szlęzak, psycholog i mama trójki chłopców, w tym niepełnosprawnego Ignasia


„Duże Sprawy w Małych Głowach” to na prawdę DUŻA rzecz!
To niezwykła książka, jakiej jeszcze na czytelniczym rynku nie było, a która, moim zdaniem, jest pozycją nie do przecenienia. Publikacja skierowana jest do najmłodszych odbiorców, w przystępny, ale zarazem bardzo wyczerpujący merytorycznie oraz ciekawy sposób przybliża zdrowym dzieciom problematykę odmienności ich rówieśników. Każdy z rozdziałów opisuje inny rodzaj niepełnosprawności, wiedza podana jest w sposób, który pozwala małemu czytelnikowi zrozumieć, dlaczego ich przedszkolny lub podwórkowy kolega wygląda, zachowuje się lub porusza inaczej niż większość dzieci.
„Duże Sprawy” nie tylko uczą, ale również bardzo uwrażliwiają, uruchamiając w odbiorcy pokłady empatii i zrozumienia.
Książka przy pomocy krótkich historyjek uchyla drzwi do świata dzieci niepełnosprawnych pokazując, że tak naprawdę, wcale tak bardzo nie różnią się one od zdrowych rówieśników. Według mnie „Duże Sprawy w Małych Głowach” to lektura obowiązkowa za równo dla dzieci jak i dla ich dorosłych opiekunów.
A dla autorki wielkie i zasłużone gratulacje!

Agnieszka Sujata, autorka ‚Huśtawki’


„Chciałam powiedzieć, że bardzo mi się podoba ten tekst, o piktogramach i o autyzmie. Bardzo mi przypadł do gustu. Uważam, że ten tekst jest bardzo prosty i zrozumiały, szczególnie dla przedszkolaków.
Myślę, że ten tekst jest bardzo przydatny dla zdrowych dzieci, bo na pewno pomoże im zrozumieć słabszych kolegów i nauczyć je, że trzeba szanować i pomagać dzieciom niepełnosprawnym. I dzięki temu zarówno dzieci autystyczne jak i te zdrowe będą miały więcej przyjaciół i więcej powodzenia w dorosłym życiu. Pozdrawiam i powodzenia z tą książką. „

Justyna Sujata, siedemnastolatka z autyzmem


„Wzruszyła mnie ta książka! Po przeczytaniu miałam ciarki na ciele, to najlepsza książka, jaką przeczytałam. Ponieważ ta książka jest o nas! Jak to jest w świecie Głuchych, nikt tak nas nie docenił. Dla nas to jest bardzo ważne. Tyle słów w jednym rozdziale, niesamowita książka naprawdę. Powinna być wydana na całym świecie, bo docenia niepełnosprawne osoby. To cudne, że pokazaliście innym jak wygląda nasz świat! Dziękuję.”

Jola Korzec, Głucha siedemnastolatka


„Duże sprawy w małych głowach”, to książka opowiadająca o niepełnosprawności oczami małych dzieci. W zaskakująco prosty sposób obrazuje i przybliża nam świat niepełnosprawności oraz problemy, z jakimi każdego dnia muszą mierzyć się mali bohaterowie. Książka adresowana jest zarówno do dorosłych jak i do dzieci. Porusza tematy, których bardzo często unika niejeden dorosły. Wydaje się, iż użycie przez autorkę dziecięcej narracji jest strzałem w dziesiątkę. Oczami dziecka widzimy jego świat, świat pełen trudnych sytuacji, które są jego codziennością. Nic nie jest prostsze i bardziej pozbawione strachu i nieufności niż świat widziany oczami dziecka.

Książka oswaja z życiem osoby niepełnosprawnej, pozwala zrozumieć potrzeby niepełnosprawnych oraz pomaga w budowaniu wzajemnych relacji. Pomaga w delikatny sposób poznać codzienność chorych, odpowiada na pytania, które często nawet boimy się zadać. Uświadamia, że niepełnosprawność ma wiele twarzy. Nie zawsze oznacza jedynie bariery ruchowe, często wiąże się z trudnościami w nawiązywaniu relacji, komunikacji i kontakcie ze społeczeństwem albo nadwrażliwością na różne bodźce. Z jednej strony pokazuje jak wiele odwagi i wytrwałości wymaga od niepełnosprawnych i ich bliskich funkcjonowanie w codzienności. Z drugiej uświadamia, że prawdziwe szczęście tkwi w małych, zwykłych rzeczach. Obcowanie z przyrodą, dotyk, dźwięk a przede wszystkim miłość i akceptacja drugiego człowieka pozwalają zmierzyć się nawet z najgorszą chorobą i dają moc.”

Barbara Dziedzic-Bar, fizjoterapeutka


Odgrażała się, że napisze, aż te groźby spełniła. I chwała jej za to. Właśnie skończyłam czytać „Duże sprawy w małych głowach”, choć „czytać” to w zasadzie złe słowo. Tę książkę się pochłania. Wciąż mam ciarki. I jestem wzruszona. Musicie ją przeczytać jak najszybciej i wiem, że zostanie w Waszych głowach. I tych małych, i tych dużych.

Agnieszkę Kossowską poznałam dwa lata temu, pisząc do „Nowej Trybuny Opolskiej” o Dzielnym Franku, jej Franku. Był jednym z moich małych bohaterów, bo na łamach gazety często piszę o dzieciach zmagających się na co dzień z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Pewnie dlatego uzurpowałam sobie prawo do twierdzenia, że znam dobrze ten temat. Czytając „Duże sprawy w małych głowach” zrozumiałam, że tak naprawdę wiedziałam niewiele. Bo po raz pierwszy miałam możliwość przejść na tę drugą stronę lustra i spojrzeć na niepełnosprawność oczami niepełnosprawnego dziecka. To poruszające, niesamowite doświadczenie. Bo okazało się, że najprościej i najdosłowniej znaczy najlepiej.

A przy tym jest to publikacja bardzo wiarygodna. Bo zanim powstała, autorka przez kilka lat oswajała niepełnosprawność swojego dziecka. Czytała z niego jak z książki, by potem móc o tym w książce opowiedzieć innym w taki prostolinijny, bezpośredni i zrozumiały sposób.

„Duże sprawy w małych głowach” w zamierzeniu powstały po to, by w jak najprostszym przekazie wytłumaczyć zdrowym, sprawnym dzieciom, co czują i myślą ich niepełnosprawni rówieśnicy. Dlaczego czasami zachowują się inaczej i dlaczego to „inaczej” nie znaczy gorzej niż ja. Ale to książka nie tylko dla dzieci, ale także dla dorosłych. Powinni ją przeczytać wszyscy, bo niepełnosprawni są wokół nas, spotykamy ich każdego dnia i fajnie móc się dowiedzieć, jak chcą być przez innych traktowani. Przede wszystkim powinni ją jednak przeczytać tacy ludzie jak książkowi państwo Tronowscy. Jeżeli po tej lekturze choć jeden taki „Tronowski” się zawstydzi i zmieni zdanie, to już wielki sukces autorki.

Świetna robota całego zespołu. Było warto!

Magdalena Żołądź, ‚Nowa Trybuna Opolska’


Książkę czytałam z zapartym tchem i łzami w oczach. Nie dlatego, że jest ona przerażająca czy smutna. Wręcz odwrotnie. „Duże sprawy w małych głowach” to zbiór historii pełnych dziecięcej radości i bezkrytycznego postrzegania świata. Książka traktuje o niepełnosprawnościach oczami niepełnosprawnych dzieci. Chociaż z założenia jest ona lekturą dla dzieci, to właśnie dorośli mogą nauczyć się z niej, jaki wzorzec zachowań pokazać swoim dzieciom wobec ich rówieśników, zmagających się ze swoimi ułomnościami. Ważne jest dla mnie to, że „Duże sprawy…” obalają stereotyp nieszczęśliwego, chorego dziecka i otwierają małe głowy, pozwalając im dostrzec w swoich chorych kolegach normalnych kompanów do zabaw. Jako mama niepełnosprawnego chłopca życzyłabym sobie, żeby była to lektura obowiązkowa w każdym domu, pozwoli ona zrozumieć świat, który jest naszą codziennością. Uważam, że jest to genialna pozycja także dla chorych i ich rodzin – pozwala poczytać o sobie, zmierzyć się ze swoimi ułomnościami, spojrzeć na swoje życie z perspektywy swojego dziecka, poznać inne niepełnosprawności, wyjść z cienia, przestać się wstydzić. Książka doskonale obala mit życia chorych, jako ciągłego pasma nieszczęść. Fantastyczne są zestawy ćwiczeń podsumowujące każdy rozdział – obowiązkowe dla każdego czytelnika.
Dzięki takim publikacjom niepełnosprawność dziecięca może wejść pod strzechy, zamieść strach przed innością pod dywan i pomóc dostrzec szczęście w historiach, które z założenia miały być nieszczęśliwe.

Kawał fantastycznej roboty!

Anna Trzęsowska, mama niepełnosprawnego Frania i zdrowego Leosia


Jako „matka praktykująca” dziecka niepełnosprawnego zastanawiałam się, jak można napisać książkę o niepełnosprawności, żeby nie tylko przekazać jakąś wiedzę na temat danego schorzenia, ale także pokazać, że każdy niepełnosprawny to przede wszystkim CZŁOWIEK – mały lub duży, ale zawsze z marzeniami, problemami, sukcesami, wrażliwością i przeogromną, ludzką chęcią bycia akceptowanym.

Sięgałam po tę książkę z dużą dozą sceptycyzmu, czy to w ogóle jest możliwe… Ale już pierwsze strony rozwiały moje wszelkie obawy i podejrzenia, że książka będzie albo infantylna, albo mało odkrywcza, albo spłyci temat, albo za bardzo wejdzie w opis tej czy innej niepełnosprawności.

Decyzja Autorki, żeby przyjąć w narracji perspektywę (niepełnosprawnego) dziecka, to droga do sukcesu – bo ja ani przez moment nie wątpię w sukces tej książki! Dzieci wszystko przyjmują naturalnie, dla nich nie ma tematów tabu. Dziecko, stawiając każde pytanie, również tak niezręczne dla dorosłego, jak: „dlaczego on nie chodzi/nie mówi/nie słyszy?”, chce zawsze tego samego– poznać i zrozumieć świat. A kiedy „mała głowa” otrzyma spokojną, rzeczową odpowiedź, przyjmuje do wiadomości, że świat jest różnorodny, a ludzie mogą być odmienni. Ta książka pomaga iść „małej głowie” (i niejednej „dużej”) jeszcze dalej – pomaga dostrzec, że osoby odmienne, chore, niepełnosprawne nie składają się tylko z tej swojej odmienności, choroby, niepełnosprawności. A zatem nie potrzebują tylko współczucia (jak mówi jedna z bohaterek, niewidoma Ania: „Denerwuje mnie, gdy ludzie mi współczują. Nie trzeba mi współczuć – przecież jestem zdrowa, nikt mi nie umarł i nic mnie nie boli.”). Oprócz tej bezcennej lekcji, książka przekazuje konkretną wiedzę i pomaga zrozumieć, z czym na co dzień borykają się osoby niepełnosprawne (propozycje „zadań praktycznych” po niektórych rozdziałach dają wręcz szansę, by dotknąć trudności związanych z daną niepełnosprawnością). Myślę, że to będzie szczególnie ważny aspekt dla dorosłych czytelników, którzy niejednokrotnie chcieliby przekazać dzieciom pomocną informację, ale albo nie mają wiedzy, albo brak im doświadczenia, jak w tak trudnych tematach znaleźć odpowiedni dla dziecka język.

A skoro już o języku mowa, to napiszę jeszcze, że język książki jest piękny. I chociaż kreowany na dziecięce wypowiedzi, to jednak stylistycznie perfekcyjny, co moje filologiczne oko i ucho szczególnie cieszy.

Na koniec muszę z przykrością stwierdzić, że jednak zabrakło w tej książce jednego. Mianowicie, nigdzie nie znalazłam informacji typu „następny tom w przygotowaniu”. Zwracam więc uwagę Autorkom projektu, a zwłaszcza Autorce tekstu, żeby uzupełnić te braki, zanim pierwszy tom trafi do Czytelników!!

Małgorzata Sowa, mama zdrowego Karola i niepełnosprawnego Krzysia


Ta książka jest kwintesencją integracji.

Olgierd Kosiba, Prezes Zarządu Towarzystwa Tłumaczy i Wykładowców Języka Migowego ‚GEST’


Książka jest wspaniałym przykładem na to, jak w prosty sposób można przybliżyć tematy z pozoru trudne. Czytelnik nie czuje się niezręcznie z powodu swojej początkowej niewiedzy i z zaciekawieniem czyta kolejne strony.


Aleksandra Włodarczak, tłumaczka języka migowego

Ta książka jest świetna. Stworzyliście coś wspaniałego. Wiedziałam o projekcie i ciekawa byłam bardzo efektu końcowego, jak w tej tematyce trafić do małych odbiorców, żeby nie było nudno. Wam się udało, myślę że odbiór będzie bardzo dobry. Książka jest napisana lekko, nie nuży, podjęte kwestie trafniej nie mogą być zobrazowane. Mało tego, jest dla każdego, „połknęłam” ją z wielką przyjemnością. Jestem zachwycona, kawał dobrej roboty!!

Natalia Gąsiorek-Kowalska, fizjoterapeutka


W dzisiejszym świecie jest coraz więcej tolerancji dla osób z niepełnosprawnościami, ciągle jednak brakuje pełnego włączenia ich w życic społeczne. I nic chodzi tu o prawa i przywileje dla tej grupy, nie chodzi o udogodnienia i ułatwienia w codziennym funkcjonowaniu, a o pełne zrozumienie i współodczuwanie ze strony społeczeństwa. Już od najmłodszych lat powinniśmy uczyć wrażliwości i otwartości na wszelkie odmienności, dlatego tak ważne i potrzebne są wszelkie inicjatywy skierowane do dzieci, takie właśnie jak książka „Duże sprawy w małych głowach”.

Jest to niezwykła pozycja, która o niepełnosprawnościach dzieci mówi z perspektywy dzieci. Zaprasza do dialogu, przyczynia się do przełamywania stereotypów i uprzedzeń. Pozwala na spotkanie z niepełnosprawnością bez obaw i strachu, który normalnie nam towarzyszy, kiedy nie wiemy jak postąpić, co powiedzieć.

Każda z osób zmagająca się z niepełnosprawnością zasługuje na szacunek i godne traktowanie, by to było możliwe musimy jak najlepiej poznać potrzeby tej grupy, a Państwa publikacja pozwala na poszerzenie naszej wiedzy oraz „oswojenie” lęków i obaw w kontaktach z niepełnosprawnymi.

Dziękując za tak wyjątkową książkę, pozdrawiam serdecznie wszystkie osoby zaangażowane w jej powstanie, życząc, aby stała się okazją do licznych rozmów nic tylko wśród najmłodszych, ale pomiędzy starszymi pokoleniami.

Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka

Recenzje po wydaniu książki, opublikowane w Internecie lub na blogach

Mam na imię Teo, mam 12 lat i zespół Aspergera. Mój brat, Leon, ma 10 lat i autyzm.
Niedawno dostaliśmy książkę „Duże sprawy w małych głowach”. Podarowała nam ją Pani Agnieszka Kossowska, która jest koleżanką mamy, chociaż nigdy się nie widziały na żywo.
Mama czytała Leonowi na głos, w odcinkach, bo on ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Leon w ogóle nie cierpi czytania, nawet jak mu się czyta na głos, to po piętnastu minutach ucieka, bo nie może się skupić. Ja wolałem przeczytać sam, bo nie zapamiętuję treści, gdy tylko słucham, a poza tym bardzo lubię czytać i czytam bardzo szybko. „Duże sprawy” przeczytałem w jedno popołudnie.
Książka bardzo mi się spodobała, to kawał dobrej roboty. Nie mogę powiedzieć, czy wyróżnia się ona na tle innych książek tego rodzaju, bo po prostu nie czytam takich książek (wolę fantasy). To znaczy, z tego, co we wstępie piszą, wynika, że ta książka to pierwsze takie przedsięwzięcie, czyli pokazanie świata dzieci niepełnosprawnych zarówno intelektualnie, jak i ruchowo i sensorycznie. Książka pokazuje, że tak naprawdę takie dzieci (w tym ja i mój brat) wcale się od tych zwykłych nie różnią, tylko po prostu jest im trochę trudniej, bo coś jest nie tak (to oczywiście nie ich wina). W zrozumieniu i postawieniu się na miejscu takiego dziecka pomagają ćwiczenia na końcu każdego rozdziału.
Jak już mówiłem, „Duże sprawy” to kawał dobrej roboty. Pani Agnieszka nie jest narratorem książki. Narratorami są dzieci, które opowiadają o sobie, o swojej rodzinie, o niepełnosprawności swojej, rodzeństwa lub kolegów. Autorka musiała włożyć dużo pracy, czasu i zaangażowania w spotkania i dobre poznanie się z bohaterami książki, w zrozumienie ich. Musi być bardzo miłą i sympatyczną osobą, pewnie wszyscy ją lubią i chętnie z nią rozmawiają. Ja nie potrafię tak łatwo nawiązywać kontaktów i się zaprzyjaźniać.
Mama pokazywała mi kiedyś sceny ze starego filmu z Marilyn Monroe. Jeden pan powiedział tam: „Well, nobody’s perfect.” i to było bardzo zabawne. Nikt nie jest doskonały. Wszyscy ludzie mają jakieś swoje problemy, trudności, w czymś są słabsi, czegoś nie potrafią. Niektórzy mają więcej trudności, albo jedną, ale bardzo poważną.
W książce jest opisanych wiele ciekawych urządzeń, które pomagają przezwyciężać te trudności. Na przykład wózek elektryczny, aparat słuchowy, respirator, tester kolorów, monitor brajlowski, pionizator. Wszystkie dzieci, które potrzebują takich urządzeń, powinny je mieć, nie tylko te, które mają bogatych rodziców.
Na niektóre trudności nic nie da się poradzić. Nie ma żadnych pomocy, nie można wykorzystać żadnych urządzeń. Wtedy trzeba po prostu zaakceptować, że ktoś czegoś nie robi, albo robi to inaczej. A czasem jest tak, że ludzie nie chcą tego zaakceptować.
Ja mam taką trudność, że poprawiam literki, kiedy piszę ręcznie. Nie wiem, dlaczego tak robię, nie potrafię się powstrzymać. Czasem muszę każdą literę w wyrazie poprawić wiele razy, aż robi się strasznie gruba. To sprawia, że bardzo wolno piszę. Często nie zdążę zapisać notatki na lekcji, potrzebuję więcej czasu na klasówce, a odrabianie prac domowych trwa godzinami. Kiedy używam komputera, piszę na klawiaturze bardzo szybko. Gdyby wszyscy mogli zaakceptować, że piszę inaczej, byłoby mi dużo łatwiej. Mógłbym w szkole pisać na małym laptopie, odrabiać lekcje na komputerze. Ale nauczyciele tego nie rozumieją.
Chciałbym, żeby wszyscy rozumieli, że nikt nie chce mieć trudności. Nikt ich sobie nie wybiera. Ale one są i trzeba sobie z nimi jakoś radzić. Byłoby lepiej, gdyby ludzie nawzajem sobie pomagali, a nie przeszkadzali.
Dopinguję twórców książki „Duże sprawy w małych głowach”. Mam nadzieję, że uda im się wydać „Dużych spraw” więcej.
Zobacz Rysunek brata Teosia, Leo – projekt maszyny kroczącej dla niepełnosprawnego książkowego Leo z SMA

Teoś Jaworek


Powstawanie książki obserwuję od początku, a ukazaniu się dzieła w ostatecznej formie towarzyszyło gorące oczekiwanie na pojawienie się książki w naszym domu. Dotarła akurat na przedświąteczny czas. Syn (13 prawie lat) przeczytał ją w 1 dzień, a posumował słowami ” mocne, wzruszające, dające do myślenia”; z córką (lat 11) czytałam ją leżąc pod choinką. W ten oto sposób weszliśmy do świata dzieci innych z powodu problemów zdrowotnych, a takich samych pod względem oczekiwań. Mało to i dużo, taka książka, mało, bo chciałoby się więcej poczytać także o świecie Wspaniałych Rodziców, dużo, bo Książka otwiera w fantastyczny sposób pole do dyskusji z dziećmi. Otwiera je w ten sposób na potrzeby innych, wzrusza, uczy empatii, pokazuje potrzebę zrozumienia i akceptacji, a oducza tak powszechnych u nas uników, uciekających spojrzeń i lęku. Wspaniałym i zrozumiałym dla dzieci językiem tłumaczy, że wszyscy zasługujemy na miłość i szacunek innych.
Książkę zamówiłam w 3 egzemplarzach dzięki uprzejmości autorki, gorąco przepraszając tutaj tych, którzy z tego powodu na swój egzemplarz będą musieli zaczekać. Jeden egzemplarz zostanie z nami na zawsze, będziemy do niego wracać. Drugi zostanie przekazany pedagogowi szkolnemu moich dzieci, z prośbą o przeczytanie go młodszym dzieciom w czasie rutynowych w tej szkole spotkań, co umożliwi otwarcie się na potrzeby innych większej grupie dzieci. Trzeci trafi do rąk wychowawcy, co pozwoli mi na zagospodarowanie czasu tzw lekcji wychowawczych. Tak wielu rodziców nigdy tej książki nie pozna, daję wiec na to szanse kolejnej prawie czterdziestce dzieci. Pani Agnieszko, chylę głowę , ze przy całym swoim ogromie obowiązków znalazła Pani czas, aby dać szansę innym na ulepszenie świata wokół nich. Niech każdy z nas korzystając z rad i informacji zawartych w książce, wybuduje wokół siebie kawałek dobrego. Przy takiej sile rażenia, będzie to widoczne nawet z kosmosu.
Dziękuję.

Joanna Górecka


Dotarła i do mnie książka, z czego bardzo się cieszę. Nie wiedziałam, że aż tak mnie zachwyci! Jest wspaniała pod każdym względem! Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, co maja w główkach dzieci z autyzmem teraz już wiem… Wspaniałe jest to, że opisuje się nie schematami a żywymi przykładami, odczuciami chorych dzieci. Wspaniały pomysł z gotowymi ćwiczeniami dla każdego z nas (robiłam kilka z nich dla zdrowego jest nie lada wyzwanie). Dziękuję również, że poznałam świat oczami dziecka niewidomego, głuchego. Były tez i łzy…na rozdziale o MPD jakże mi bliskim (mam synka z MPD). Znamy to ”złoszczenie’ ‚się na ręce i nogi ,tez to mamy…i nie zdawałam sobie sprawy, że dzieci tak to odczuwają…te opisy dobrych stron niepełnosprawności-poległam totalnie… Ten dystans dzieci do tego co je spotkało…Z całego serca polecam każdemu tą książkę!
Utkwiły mi słowa, które siedzą mi ciągle w głowie:
…”I ważne, żeby nas ktoś kochał i żebyśmy my kochali. Wtedy wszystko będzie możliwe.”…
Wielki ukłon!

Dorota Kogowska, mama dzielnego synka z MPDz


W sobotę byliśmy z synkiem na spotkaniu autorskim książki pt „Duże sprawy w małych głowach”, którą napisała Agnieszka Kossowska – mama także niepełnosprawnego dziecka. Byłam bardzo ciekawa tej pozycji. Tyle książek przeczytanych na temat niepełnosprawności do tej pory… nie każda spełniła moje oczekiwania. Tym razem książka, która ujmuje niepełnosprawność została napisana magicznie. Dlaczego? Bo napisana jest z perspektywy dziecka niepełnosprawnego. Jest opowieścią dziecka niepełnosprawnego. O kim? O sobie. Jest w końcu pięknym przemówieniem dziecka niepełnosprawnego do swojego zdrowego kolegi czy koleżanki. Jest też opowiadaniem …. o swoim codziennym życiu, ale i o marzeniach. Marzeniach, które ma każde dziecko. KAŻDE !!! Nawet te z upośledzeniem umysłowym.
Mając dziecko niepełnosprawne oczywiście byłam ciekawa czy znajdę na kartach tej książki swoje dziecko, choć wiem, że mój Mikołaj jest rzadkim bardzo przypadkiem medycznym. Umieścić w książce bohatera z chorobą, która nie występuje często? (Dla przykładu w woj. opolskim jest dwóch Hunterków). Mija się z celem dla większości…. A w „Dużych sprawach…” Mikołaj jest na każdej kartce…. Jest wśród dziecka z niedosłuchem, wśród dziecka niewidzącego, z problemami sensorycznymi, autyzmem (Mikołaj także boi się dźwięków np. dźwięku blendera). Mikołaj najbardziej oczywiście jest wśród dziecka z upośledzeniem umysłowym. Wspólnym mianownikiem także jest fakt, że Mikołaj ma rodzeństwo, siostrzyczkę, która daje mu wiele radości, miłości i mam nadzieję, ze będzie broniła go na podwórku w piaskownicy jak siostra bliźniaczka jednej bohaterki książki. Mnie smuci tylko fakt, ze moja mała Smerfetka zostanie kiedyś sama, bez swojego cudownego brata Zgrywusa.
Książka magiczna jest także ze względu na grafikę. Rysunki są przecudowne. Jedyne czego bym się „czepiła” to rysunki wysokiego szczupłego Pana i niskiego chudego Pana. Ot taki stereotyp , że wysokie osoby są przeważnie szczupłe a niskie grube. Ale ja z natury czepialska jestem.
Magiczna książka trafiła już dziś w ręce terapeutki że szkoły Mikołajka, która była ze mną na spotkaniu.
Sądzę, ze przeczyta ja z wypiekami na twarzy. Tak samo jak czytałam ją ja. Na jednym oddechu.
Pani Agnieszko! Ogromne gratulacje !
Mam nadzieję, ze książka trafi w każdy zakątek Polski. Nawet ten najmniejszy.

Halina Ryszkaniec, mama Mikołaja


Dziękuję za książkę. Jest rewelacyjna.
My – rodzice, rodzeństwo niepełnosprawnych, chorych dzieci doskonale wiemy, że nasze dzieci, rodzeństwo jest takie same jak inni – pełnosprawni. Twoją książkę, Agnieszko, powinni przeczytać dorośli, zwłaszcza nauczyciele i pedagodzy w szkłach masowych, którzy często jakoś o tym fakcie zapominają.
Brakuje rozdziału o niepełnosprawności, której nie widać – mali diabetycy, astmatycy z ciężką astmą, dializowani itp. – na pierwszy rzut oka – super zdrowi. Może to temat na następny tom. Tak czy inaczej – CHYLĘ CZOŁA i OGROMNY SZACUNEK za to co zrobiłaś.

Anna Zborowska


Temat niepełnosprawności w wielu sferach jest mi znany „od środka” od pięciu lat. Książka dotarła do mnie dziś po południu. Jestem pod przeogromnym wrażeniem. Tak wielkim, że nie wiem, jakich słów użyć, żeby ją opisać. Napiszę więc krótko – BRAWO! Agnieszka – jesteś wielka! Czuję się zaszczycona i dumna, że miałam możliwość Cię poznać!
Zastanawiam się tylko, po co dołączono zakładkę, skoro książki nie da się nie przeczytać od deski do deski jednym tchem.

Marta Mróz


Dziś dotarła do mnie książka. Cieszę się bardzo, że ją mam. Jest napisana bardzo przystępnie i łatwo się ją czyta. Nie mogłam się od niej oderwać, przeczytałam całą od razu. Bardzo fajne są te zadania przygotowane dla dzieci, aby mogły się w danej sytuacji poczuć jak ich rówieśnicy mający dane niepełnosprawności. Dzięki temu, że książka została napisana w tak przystępny sposób dzieci, a także co niektórzy dorośli, mogą zrozumieć czym jest dana niepełnosprawność i w jaki sposób mogą koleżance bądź koledze pomóc. BRAWO dla całego zespołu!!

Anna Miszczak


Bardzo dziękujemy za książkę, która w łatwy i nienachalny sposób pozwoliła nam wejść w świat dzieci niepełnosprawnych. W codziennym życiu nie mamy zbyt wielu okazji, by na spokojnie i w skupieniu omówić sprawy związane z ograniczeniami czy odczuciami chorych dzieci. Szczerze powiedziawszy, często też nie wiedziałam jak się zachować, co powiedzieć by nie skłamać, uniknąć banału i nie zranić innego człowieka. Myślę, że ta książka nauczy mnie większej swobody w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi, pozwoli usunąć mgiełkę litości, która być może, gdzieś tam, pojawiała się nad moją głową, a mojemu synowi, prostymi słowami, wskaże kierunek, którego ja sama nie umiałam mu wskazać.
Być może troszkę się Wami wyręczam, może idę na łatwiznę, ale – tak szczerze mówiąc – kto jest w stanie lepiej przedstawić sytuację niż osoba która jej doświadcza?
Maciuś jest zwykłym pięciolatkiem, zdrowym, ciekawym świata i bardzo empatycznym, jak się okazało. Zadaje wiele pytań, w skupieniu słucha każdego słowa a na samą myśl o tym, że pożyczymy tę książkę innym (miałam na myśli Panie Przedszkolanki) bardzo się zasmucił i powiedział, że nie chce jej stracić.
Raz jeszcze dziękujemy! Wysyłamy moc buziaków i ciepłych myśli!

Anna Mikosz Małagowska


Książka dotarła, została przeczytana i już poleciała dalej. Wspaniała, pouczająca, pokazująca niepełnosprawność i jej odczuwanie z perspektywy dziecka. To powinna być obowiązkowa lektura dla wszystkich.

Ewelina Fryt


Kurier przed chwilą przyniósł książkę. I zamiast sprzątać, gotować, pichcić – z wypiekami na twarzy czytam. Ach! Ach, ach, ach! Właśnie tak widzę rolę terapeuty, właśnie z ludźmi tak postrzegającymi zawód terapeuty chciałabym pracować. Ogromnie Wam dziękuję za tę inicjatywę, za tę książkę, za wstęp, za opowiadania. Czasem myślę o sobie, że sobie nie poradzę w tym świecie ze swoim idealizmem i hołdowaniem wartościom antycznej liry – dzięki ludziom takim jak Wy wiem, że owszem, jestem we właściwym miejscu.
Pozdrawiam serdecznie i promuję, bo naprawdę warto!!!

Anna Kram-Ligas


Genialna książka! Dziękuję! W sam raz dla mojej pełnosprawnej córki, która ma młodszą siostrę z MPDz. Pod choinkę. Uważam, że książka powinna trafić w ręce większości dzieci w szkołach. Żeby zrozumiały swoich niepełnosprawnych kolegów.

Agata Lange


Jestem mamą zdrowego Igora i ciocią niepełnosprawnego Jaśka (niepełnosprawność ruchowa i intelektualna). Chociaż temat niepełnosprawności nigdy nie był tabu w naszej rodzinie, pamiętam jak trudno mi było odpowiedzieć na pytania syna, dlaczego Jasio, nie chodzi, nie mówi i nie zachowuje się tak jak on. Dzięki ” Dużym sprawom…” znajdziemy odpowiedzi na najtrudniejsze nawet pytania. A co najważniejsze nauczymy się z niej, że „ludzie są różni – duzi i mali, grubi i chudzi, biegają szybko lub wolno, lubią jeść czekoladę albo szpinak i lubią niespodzianki albo ich nie lubią”, są ludzie zdrowi i są osoby niepełnosprawne. I nie ma dwóch światów, jednego dla zdrowych, drugiego dla chorych. Jest jeden świat, widziany tylko z różnej perspektywy.

Sylwia Gontarz


Dziękuję bardzo za książkę!! Dotarła do mnie bardzo szybko, jeszcze przed świętami, dzięki czemu miałam z córeczką świetną lekturę na świąteczne wieczory. Książka bardzo ciekawa, w przystępny, zrozumiały sposób opisująca konkretny problem. Przez to, że wszystko opisane jest z perspektywy dziecka dotkniętego niepełnosprawnością, łatwiej jest wczuć się w daną sytuację, w uczucia bohatera, zrozumieć go. Zależało mi na tym bardzo także ze względu na niepełnosprawność synka…Dużo łatwiej było mi wyjaśnić córce, na czym polega niepełnosprawność jej brata i pomóc jej zrozumieć, co się dzieje, dlaczego jej braciszek zachowuje się tak, a nie inaczej. Dlatego tym bardziej jestem wdzięczna za trud, jaki włożyła Pani w tę książkę i mam nadzieję, że dla wszystkich będzie równie pomocna.

Karolina Raczyk


Cudowna książka. Ujęła mnie prostym, dziecięcym (ale nie dziecinnym!) językiem i sposobem widzenia świata. Opowiada o niepełnosprawności jak o czymś tak samo zwyczajnym, jak kłótnie z rodzeństwem, zabawy z psem czy interesowanie się dinozaurami. Świetnie dzięki temu pokazuje, że dzieci niepełnosprawne nie składają się tylko ze swojej niepełnosprawności. Bez dramatyzowania, brania na litość, epatowania cierpieniem – porusza zwyczajnością i bezpośredniością.
Zestawy ćwiczeń dołączone do trzech rozdziałów to świetny pomysł na praktyczną naukę empatii, bazującej na własnym doświadczeniu.
Całości dopełniają piękne, bardzo spójne z tekstem ilustracje, dzięki którym aż się chce kartkować tę książkę nawet już po przeczytaniu.
Cieszę się, że taka książka powstała. Mam nadzieję, że dotrze do jak największej liczby osób.

Marlena Dachowska, psycholog i terapeutka dzieci autystycznych


Dziś i do mnie dotarła książka. Po rozpakowaniu miało się wrażenie że w ręku trzyma się pudełko smacznych czekoladek a nie książkę. Fajne uczucie. Środek także zachwyca, piękne celne ilustracje, duży czytelny tekst i ta niespodzianka w środku. Nigdy nie miałam okazji dotknąć alfabetu Braila. Tekst? Jestem rozczarowana… tym że już ją skończyłam czytać!! Pochłonęłam ją jednym tchem, rycząc co chwila jak bóbr. Niepełnosprawność tak mi bliska opisana tak pięknie, że mało mi! Gratuluję pomysłu i wykonania. Lektura obowiązkowa. I czekam na część 2..tak wiele jeszcze niepełnosprawności trzeba opisać, że na pewno nie zabraknie tematu. Dziękuję, że mogę ją mieć.

Katarzyna Kordella


Kiedy dowiedziałam się o pomyśle stworzenia książki o niepełnosprawnościach od razu się ucieszyłam i jednocześnie miałam lekkie obawy… Jak te niepełnosprawności będą przedstawione? Czy z współczuciem, czy czysto medycznie czy może tak normalnie, jakby od samej osoby z dodatkowymi bonusami od życia. Cierpliwie czekałam, emocje sięgnęły zenitu, gdy zespół DSwMG ogłosił: „Książka jest wydana – przyjmujemy zgłoszenia!” Dostarczona w rekordowym tempie jako cudowny prezent pod choinkę. Przeczytana w jedno posiedzenie, nic nie mogło przerwać czytania. Nawet głodny kot.
Książka na początku skupia uwagę czytelnika ładną i nieskomplikowaną grafiką na okładce. Jest wydana w wygodnym formacie. Kartki grubsze, matowe. Sprawiają wrażenie wytrzymałych i nie rozlecą się po trzech otworzenia książki. Literki duże, wyraźne. Nic nie błyszczy, co jest dobrym ułatwieniem podczas czytania. Obrazki zachwycają minimalizmem, prostotą i oddają charakter czytanego rozdziału.
Po przeczytaniu ostatniej strony książki pomyślałam: „Coo? Już koniec? Czemu?”. Drodzy autorzy – odwaliliście kawał świetnej roboty. Należą się wam pokłony, nagroda Nike i pokojowy Nobel za niesamowite ujęcie niepełnosprawności. Nie ma tu owijania spraw w bawełnę, współczucia, litości i używania „trudnych i medycznych słów”. To jest zbędne. Treść jest przedstawiona językiem dzieci i osób dotkniętych niepełnosprawnością. Czytelnik cieszy, boi i smuci się razem z nimi. Może choć minimalnie spróbować poczuć się jak Franek, Ania czy Leoś. Jeśli tylko tego chce. Świetnym pomysłem było umieszczenie eksperymentów w formie podsumowania rozdziału. To jest przydatna forma pomocy podczas truuudnych rozmów dla rodziców i dzieci zadających multum pytań: „jak to jest być dzieckiem z aparatem słuchowym, a czemu Krzyś nie chodzi, a czemu Kasia nie mówi, a jak myślą dzieci z zespołem Downa, jak osoby niewidome czytają?”. Tłumaczenie nic nie daje, trzeba spróbować poczuć to na własnej skórze. Kiedy wiedza zostanie przyswojona, dzieci są spokojniejsze nie boją się podejść do dziecka z niepełnosprawnością i zacząć rozmowę. Nauczyciele też mogą to wykorzystać w samym rozumieniu istoty niepełnosprawności i nauce wychowanków przekazywania pozytywnego podejścia wobec osobom niepełnosprawnym.
Życie z niepełnosprawnościami nie jest łatwe, oj nie! Często kopie tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Ale historia Leosia, Szymka, Zuzi i Zosi pokazuje, że trzeba szukać plusów z tego, że jest się innym. Inaczej idzie zwariować. Książka pokazuje też największą obawę dzieci z niepełnosprawnościami – czy znajdę kiedyś przyjaciół? I czy nie będą się ze mnie śmiali. Jest tu poruszony problem akceptacji (no właśnie, niektórzy chyba nie znają tego słowa, a szkoda, bo duuużo tracą). Są tu łamane krzywdzące stereotypy oraz uprzedzenia, które powodują odtrącenie wartościowych ludzi z niepełnosprawnościami. Oni wcale nie są gorsi. Wielokrotnie pokazują, że ich siła, upór i pozytywne podejście bije na głowę ludzi, którzy są zdrowi.
Książka powinna być w każdej biblioteczce. Jest to obowiązkowa pozycja podczas rozmów o niepełnosprawnościach z dziećmi. Nieważne, czy są pełnosprawne czy nie. Mam nadzieję, że choć w minimalnym stopniu przyczyni się do dalszej poprawy integracji społeczeństwa. Jestem szczęśliwa, że mogłam ją przeczytać.
Ola, niedosłysząca studentka

Aleksandra Miller


Dawno dawno temu znalazła się na tym blogu notka o pewnym projekcie.
Czekaliśmy, czekaliśmy…
Liczba mnoga jest uprawniona, wiele osób czekało, nie jedna Zakładka, ograniczając się do intensywnego trzymania kciuków i kibicowania na stronie projektu na FB. Cóż, czasami można tylko tyle.
To akurat mi się opłaciło: złożyłam zamówienie na produkt finalny chyba w pierwszej piątce, informacja o jego dostępności pojawiła się tam akurat w momencie, kiedy przy biurku piłam wystygłą od rana kawę.
A potem, głupia ja, pojechałam sobie w podróż służbową i gdy kurier przyniósł pakuneczek, to ja byłam o 300 km biurka i skręcało minie z ciekawości. Wróciłam i rzuciłam się na paczkę, a że jak zwykle po powrocie kolejka oczekujących na szefa problemów do rozwiązania personalizuje się w okolicach biurka w postaci załogi, to wszyscy byli tego świadkami. Żenujące: szefowa głaszcząca i wąchająca książeczkę z obrazkami, podskakująca niemal z radości…
Książka „Duże sprawy w małych głowach” jest sprawą dużą i ważną, jak wiele spraw tej kategorii jest też niezwykle prosta.
To jest jej złota zaleta: bezpośredniość i prostota, z jaką wyjaśnia istotę różnych rodzajów niepełnosprawności.
Srebrną zaletą jest radość i pogoda bijąca z każdej strony, nawet z tych, na których pisze się o rzeczach bolesnych, jak brak tolerancji lub wrogość otoczenia.
Każdy, komu świat osoby niepełnosprawnej kojarzy się z mrocznymi lochami Mordoru, w których zakute w kajdany cierpienia jęczą niemające szans na uwolnienie, odmienne i tajemnicze istoty, musi doznać szoku poznawczego.
Oto bowiem w książce o swoim życiu bez widzenia, słyszenia, możliwości swobodnego poruszania się i „normalnego” odbierania świata opowiadają dzieci a opowiadanie kierowane jest do innych, zdrowych lub mających inny rodzaj niepełnosprawności dzieci.
To jest zwyczajne życie z rodzeństwem, z żółwiami, pieskami i kotkami oraz z mamą i tatą opiekującymi się dziećmi. Nuda i normalność, szanowni państwo. Czyli to, co zazwyczaj jest i co powinno byś udziałem naszym i naszych dzieci, gdyby społeczeństwo nie traktowało nas jak nieszczęśników, bohaterów, odmieńców, wyrzutków, zagrożenie, dziwaków, pasożytów (…) tu wpisać cokolwiek, z czym osoby niepełnosprawne i opiekunowie spotykają się w życiu.
Jest szansa, że dzieciaki, które przeczytają tę książkę lub którym zostanie przeczytana, a jest w niej też masa propozycji zabaw-ćwiczeń pozwalających poczuć się chwilę jak niepełnosprawny kolega, wyrosną na fajnych, tolerancyjnych i rozumiejących odmienność dorosłych.
Książkę napisała mama specjalnej troski (ukłony i padam do nóg) Agnieszka Kossowska a wspierało ją grono mądrych ludzi, starannie wymienionych w książce. Finansowo wspierało ten projekt kilka instytucji i to są najsensowniej wydane społeczne pieniądze, o których słyszałam w tym tysiącleciu.
PS. Książka została przetestowana:
-na Misiastym
Z pewną ostrożnością, bo Misiasty nie lubi dzieci i konfrontacji z własnym autyzmem a został poproszony o odpowiedź, czy w historii opowiadanej przez autystycznego sześciolatka znalazł coś, co dotyczy jego.
Też nie lubię zmian-podsumował zwięźle, po wieczorze spapranym rozważaniami i wielokrotnymi tłumaczeniami, bo trafiliśmy na rafę w postaci „rannego ptaszka” i pokrewnych określeń, które Misiasty już rozumie a z brakiem zrozumienia których przez bohatera książki pogodzić się nie mógł. No cóż, 20 lat przewagi :), co nie przeszkadza mu zapytywać od czasu do czasu o inne terminy z dziwacznej, niebezpośredniej mowy neurotypowych. Przeżyłam straszne chwile, bo posłużyłam się opisywanym kiedyś tu na blogu przykładem, gdy Misiasty wściekł się, nie rozumiejąc dowcipu o pingwinach, w które zamieniają się jaskółki, jedzące po osiemnastej…
-na dorosłych
Personel firmy na końcu drogi miał okazję książkę obejrzeć, co też uczynił w przerwach w pokoju socjalnym, bawiąc się wkładką z alfabetem Braila, nawet z pewnym entuzjazmem. Niestety nikt nie wyraził chęci skorzystania z propozycji szefowej: zabrania książki do domu i przejrzenia jej w towarzystwie nieletnich firmowych dzieci, w łącznej ilości sztuk 5, choć przyznali, że całkiem fajna.
Książka zatem trafi tam, gdzie od początku miała trafić: w ręce dorosłego firmowego dziecka, które jest rewelacyjną przedszkolanką w przedszkolu integracyjnym i tam na pewno będzie czytana po wielekroć, co powinno być udziałem każdej dobrej książki.
Ja rozstaję się z nią z bólem serca, ale dla wyższego dobra 🙂

Zakładka


Książka dziś dotarła i do mnie. Pochłonęłam ją w jedno popołudnie w pracy i muszę przyznać że ani trochę mnie nie zawiodła. W sposób prosty i czytelny mówi o tym, o czym trudno nawet nam – dorosłym – czasem rozmawiać.
Zdania, które chyba najbardziej zapadły mi w pamięć z całej książki to „Ludzie są różni – duzi i mali, grubi i chudzi, biegają szybko lub wolno, lubią jeść czekoladę albo szpinak i lubią niespodzianki albo ich nie lubią. Ale właśnie to jest fajne w ludziach – każdy z nas jest inny. Dlatego nigdy nie jest nudno.” I jest to dla mnie chyba najważniejsze zdanie z tej książki. Jestem przekonana, że jest to obowiązkowa lektura dla każdego dorosły i każdego mniej-dorosłego, który chce lepiej zrozumieć innych ludzi!
Wieeeeelgachne podziękowania dla całego Teamu książkowego – zrobiliście kawał dobrej roboty!!!

Izabela Janus


Właśnie przeczytałam, a właściwie pochłonęłam Waszą książkę. Chciałabym Wam serdecznie podziękować, to co zrobiliście jest po prostu „mega”. Jutro książka wędruje do klasy mojej córki uczyć tolerancji, której niestety niektórym brakuje.

Agnieszka Bosko


Książki dotarły w tempie ekspresowym. W poniedziałek wieczorem wysłałam prośbę, a w środę już trzymałam je w rękach. U mnie tylko na chwilę bo przekazuję książki dalej. Ta chwila wystarczyła na przeczytanie „Dużych spraw…” od deski do deski. Pani Agnieszko, ogromne gratulacje! Pani książka powinna trafić do jak największej liczby dzieci, żeby oswajać je z innością.
Dziękuję i pozdrawiam

Ewa BS


Książka przeczytana jednym tchem, nie sposób się od niej oderwać.
Książka wędruje dalej, mam nadzieję, ze dzieciaki 10letnie jaki i 6 latki w szkole będą nią równie zachwycone jak my.

Joanna Piwońska


Przeczytałam książkę ” Duże sprawy w małych głowach ”.
I naprawdę każdemu będę polecać tą książkę w szczególności rodzicom zdrowych dzieci .Myślę – nie, ja to wiem, że dzięki tej książce dziecko zdrowe czy dorosły zrozumie świat dzieci niepełnosprawnych. Sama mam syna, który choruje na wczesnoniemowlęcą encefalopatie padaczkową ( Zespół Ohtahary) jest dzieckiem głęboko upośledzonym. Nie jedna łza poleciała mi po policzku czytając książkę. Trzeci rozdział poruszył mnie najbardziej i kończy się bardzo, ale to bardzo ważnym przesłaniem ” Moi rodzice mówią, że przeszkody są tylko w naszych głowach .Bo fajne życie nie zależy od sprawnych nóg. I że trzeba umieć się uśmiechać. Potem powiedzieli jeszcze, że trzeba marzyć i wierzyć. I ważne, żeby nas ktoś kochał i żebyśmy my kochali. Wtedy wszystko będzie możliwe.”
Dziękuję, że zobaczyłam świat oczami dziecka niewidomego, głuchego, nie byłam świadoma, że dzieci tak to odczuwają. To samo dotyczy się dzieci z autyzmem – nie miałam pojęcia, co mają w głowach. Chociaż z niepełnosprawnością mam styczność to uwierzcie, że ta książka wiele mnie nauczyła i pokazała świat niepełnosprawnych – o wielu rzeczach nawet nie miałam pojęcia. Dziękuję.

Judyta Boczkowska


Dziękuję serdecznie z książkę, czytałam z łzami w oczach, nakład pracy jest niewyobrażalny, nie mogłabym nie mieć jej u siebie.

Paulina Chmielak


To był cud – 20 grudnia zapytałam nieśmiało czy mogę dostać DZIEŁO, 21 grudnia dostałam potwierdzenie, że tak, a 23 grudnia już miałam fantastyczną książkę w łapkach i tak oto mój serniczek na święta miał ciemny kolorek, bo nie mogłam oderwać się od lektury. Książka pod choinkę to fajny prezent, a TA KSIĄŻKA pod choinkę TO CUDOWNY PREZENT.
DZIĘKUJĘ w pierwszej kolejności tym co wymyślili, zebrali ekipę i napisali, w drugiej kolejności tym co wydali i nie mogę nie podziękować również za jej wysyłkę, DZIĘKUJE, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ

Agnieszka Latos


Przeczytałam…mimo przygotowań do Świąt….
To książka, którą powinien przeczytać każdy, bo każdy w mniejszym lub większym stopniu ma styczność z niepełnosprawnością! W prosty, trafny sposób porządkujesz wiedzę o tym, co oczywiste, wielu rzeczy uczysz. Człowiek nie zastanawia się na co dzień jak radzą sobie np. osoby głuche bądź osoby niewidzące…
Po przeczytaniu to wszystko staje się takie oczywiste!
Pani Agnieszko! Tak potocznie i prosto mówiąc „kawał dobrej roboty”.

Izabela Łuc, mama Michasia z 25tc


Książka dotarła ! Jest niesamowita. Przeczytaliśmy z czteroletnim synkiem jedną historię na podłodze, natychmiast po rozerwaniu opakowania, i z ogromnym żalem musieliśmy odłożyć na później – położona na poduszce w łóżku czeka na dokończenie. Ogromnie dziękuję. Podeślę do Was znajomych po własne egzemplarze a i nasza książka będzie krążyć jak się nią nacieszymy – niech ją przeczyta jak najwięcej osób. Pozdrawiam serczdecznie i szkoda, że nie jesteśmy bliżej – pomoglibyśmy w pakowaniu :))

Ewelina Wachulec


Książka niedawno do mnie dotarła i bardzo mi się podoba!
Na pewno wykorzystam ją w pracy zawodowej oraz w życiu prywatnym.
Dziękuję

Karina Lipa


Czytam i się wzruszam, uważając, żeby książki nie podlać:) Ta książka powinna trafić do każdej rodziny. Swoim przekazem jest w stanie dotrzeć do najtwardszych Tronowskich. A rzeczywistość ta codzienna byłaby o niebo łatwiejsza i piękniejsza. Super, że wytrwaliście i doprowadziliście projekt do końca. Szacun!

Marta Starosolska mama Ani


Książka jest przede wszystkim pięknie wydana, z dbałością o każdy szczegół. Nie ma tutaj mowy o żadnej bylejakości. Podczas czytania wielokrotnie uśmiechałam się pod nosem, a nawet parskałam śmiechem. Są też zdania perełki, które chwytają za serce, jest ich mnóstwo, ale ja zapamiętam jedno na zawsze: „I kiedy nakładam sobie i Zosi tyle samo miodu na chleb, chociaż ona nie zauważyłaby, że dostała mniej.” – ogromny wzrusz. W książce przekazano wiele praktycznych informacji, w bardzo czytelny i przyjazny sposób. W ogóle cała treść książki jest utrzymana w optymistycznym tonie, który pokazuje dzieciom, że niepełnosprawny też może być fantastycznym kompanem do zabaw i stać się wspaniałym przyjacielem. Ćwiczenia praktyczne w książce – pomysł rewelacyjny, dzieci mogą poczuć na własnej skórze dany rodzaj niepełnosprawności, co przede wszystkim nauczy je zrozumienia i cierpliwości w kontaktach z niepełnosprawnym kolegą lub koleżanką. Każdy rodzic marzy o zdrowym dziecku, ale w życiu bywa różnie, nie mamy na to większego wpływu. Ja z perspektywy osoby dorosłej, mogę powiedzieć, że po przeczytaniu książki, boję się mniej. Ta książka przede wszystkim pokazuje, że życie z niepełnosprawnym dzieckiem nie musi być wyłącznie smutne, a dzieciaki nie siedzą w domu, patrzą w ścianę i płaczą nad swoim losem razem z rodzicami. Pani Agnieszko, jeszcze raz gratuluję i życzę Pani wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku i w każdym następnym. Pozdrawiam serdecznie.

Agata Góralczyk


Czytam i się wzruszam, uważając, żeby książki nie podlać:) Ta książka powinna trafić do każdej rodziny. Swoim przekazem jest w stanie dotrzeć do najtwardszych Tronowskich. A rzeczywistość ta codzienna byłaby o niebo łatwiejsza i piękniejsza. Super, że wytrwaliście i doprowadziliście projekt do końca. Szacun!

Marta Starosolska mama Ani


LEKTURA OBOWIĄZKOWA DLA WSZYSTKICH NIEZALEŻNIE OD WIEKU! Duże, ważne sprawy powinny znaleźć swoje miejsce nie tylko w małych głowach, ale także w tych większych. To my dorośli jesteśmy pierwszymi przewodnikami dzieci w otaczającej nas rzeczywistości i to od nas zależy, w jaki sposób będą się odnosić do swoich niepełnosprawnych kolegów, sąsiadów, w przyszłości (mam nadzieję) współpracowników. To w dorosłych głowach tkwią bariery i obawy, które książka pozwala przełamać i oswoić. Empatia i umiejętność współodczuwania są bezcenne. A umieszczone w książce przykłady zabaw z najmłodszymi umożliwiają rozwój tych umiejętności. Dla dzieci lektura jest potwierdzeniem tego, co w swojej naturalnej ciekawości świata przyjmują jako oczywistość. Jesteśmy różni. Niektórzy mają czarny kolor skóry, inni nie widzą, jeszcze inni jeżdżą na wózkach. Jedni lubią tańczyć, inni nie znoszą głośnej muzyki. Rzeczy, które nas łączą jest o wiele więcej niż tych, które nas dzielą. Do każdego człowieka można znaleźć klucz. Warto o tym sobie regularnie przypominać. Miedzy innymi czytając „Duże sprawy w małych głowach” będące pękatym pękiem kluczy do zrozumienia drugiej osoby.

Natasza Wilk-Majek


„Duże sprawy..” to według mnie książka „szkoleniowa” dla wszystkich dorosłych, którzy powinni porozmawiać ze swoimi dziećmi lub uczniami o byciu CZŁOWIEKIEM, byciu ludzkim i tolerancyjnym, empatycznym, życzliwym – czyli takim, jakim tak trudno jest być większości z nas a jacy powinniśmy być. To pięknie zebrane myśli, pragnienia i krótki opis życia dzieci z określonymi niepełnosprawnościami. Ale czy my (choć bez orzeczenia) aby na pewno jesteśmy pełnosprawni? Wszyscy jesteśmy inni, one są inne – ale nikt nie jest gorszy! Dziękuję.

Elżbieta Konopacka


Książka: „ Duże sprawy w małych głowach” opowiada o małych-wielkich bohaterach i ich zwyczajnym życiu. Życiu, którego musi nauczyć się każdy stopniowo na nowo, jeśli w rodzinie pojawia się ciężka choroba. Choroba, która determinuje wszystko. Wszystko zostaje jej podporządkowane, a nowe życie układa się już w nowych, innych realiach, które są później już tak normalne, że człowiek nie potrafi pomyśleć, że mogłoby być inaczej. Każdy na swój sposób musi oswoić swoje nowe życie. Narratorami w książce są dzieci, opowiadają o swojej codzienności, radościach, rodzinie, kolegach, zwierzętach, ale też o tym jak wplecione, w każdy dzień są codzienne ćwiczenia czy zajęcia z terapeutami. To książka dla każdego. Założeniem autorki było trafić do małych głów i opowiedzieć najprościej jak to możliwe, jak czuje się ktoś niepełnosprawny. Ktoś, kto być może chodzi do tej samej klasy, lub bawi się na tym samym placu zabaw. Być może ktoś spotkany na ulicy lub w sklepie. Tak naprawdę to mało kto wie jak się wtedy zachować, gdy spotykamy taką osobę. Z tej książki możemy się właśnie tego dowiedzieć. Świetnym pomysłem okazały się ćwiczenia po każdym rozdziale, które każde dziecko i nie tylko może wykonać by poczuć się jak osoba z konkretną niepełnosprawnością. Ta książka zdecydowanie otworzy nie jedno serce i umysł. A przecież tak naprawdę nie chodziło o nic innego. Więc na początek sami pozbądźmy się wszelkich ograniczeń, które tkwią w naszych głowach. Cieszmy się z małych rzeczy i nauczmy również tego nasze dzieci, nieważne czy są zdrowe czy chore. Serdeczne podziękowania całemu zespołowi, który pracował nad powstaniem książki. Mam nadzieję, że sponsorzy dopiszą i książka trafi do wielu szkół i przedszkoli oraz do ludzi na co dzień pracujących z niepełnosprawnymi dziećmi.

Edyta Tyborowska-Szymala


No to pierwsza książka w tym roku połknięta. Na „Duże sprawy w małych głowach” czekałam z niecierpliwością i nie zawiodłam się. Pięknie wydana (rysunki! wkładka brajlowska!), napisana językiem bardzo przystępnym dla dzieci – bo z perspektywy dziecka/rodzica, który czuje, że takimi słowami mogłoby przemówić niepełnosprawne dziecko, gdyby mogło. Powinna być jednak pozycją obowiązkową nie tylko maluchów, ale i dla rodziców oraz nauczycieli, a właściwie dla każdego w ogóle – żeby świadomie funkcjonować w różnorodnym społeczeństwie, po prostu. Fantastyczne, a przecież tak proste ćwiczenia – doświadczenia niepełnosprawności, proponowane pod koniec poszczególnych rozdziałów, powinni wypróbować wszyscy.
„Oni nigdy nie patrzą na nas. Jakby nas w ogóle nie było” – te zapisane w książce zdania są przerażające, ale niestety szalenie prawdziwe w kontekście postrzegania niepełnosprawności przez wielu ludzi. Udają, że nie widzą albo wyśmiewają – boimy się przecież tego, czego nie znamy. Dlatego warto iść za poradą zawartą w „Dużych sprawach” i pytać. Niewiedza nie jest przecież wstydliwa, jeśli chcemy się dowiedzieć. Wierzę, że takie książki jak ta (życzeniowo piszę już w liczbie mnogiej) pomogą małymi kroczkami zmienić ten stan rzeczy, odkryć nieznane. Żałuję, że za czasów mojej edukacji dzieci nie zapoznawało się z niepełnosprawnościami właściwie w żaden sposób. Na szczęście moja mama uczy w „niezwykłej szkole”, więc „duże sprawy” nigdy nie były mi dzięki niej obce (a i tak z książki dowiedziałam się nowych rzeczy!). Nie każdy ma jednak szczęście posiadać mamę nauczycielkę, dlatego niezwykle ważne jest, żeby książka dotarła do jak najszerszego grona odbiorców.
Czytając ją momentami wzruszałam się szalenie, innym razem znów zaśmiewałam w głos – napisana jest bardzo sprawnie – nie tylko merytorycznie, ale też z potrzebnym dystansem i humorem. Taki sposób narracji to kolejna mocna strona „Dużych spraw” – pokazuje, że niepełnosprawność nie powinna być postrzegana w kategorii ograniczeń, a jedynie odmienności – mimo trudności, jakich doświadczają, nie użalajmy się nad jej małymi bohaterami – proszą na kartach książeczki. Wielkie brawa dla autorki i dla wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tej książki, szczególnie dla rodziców, którzy dzielili się swoimi opowieściami – jesteście jej cichymi bohaterami!
PS. Wiem, że trudno opowiedzieć o wszystkich niepełnosprawnościach, szczególnie, gdy są tak złożone i ich objawy są różnorodne, ale gdyby powstała kolejna edycja książki – może warto dorzucić kilka słów o głuchoślepocie?

Agnieszka Misiewicz


„Recenzja” Leona (brat Teo, tego od recenzji powyżej) spisana przez mamę.
Leon ma 10 lat. Ma zdiagnozowany autyzm atypowy.
Kiedy czytałam mu „Duże sprawy”, prosiłam go, żeby mówił, co mu przychodzi do głowy, i na bieżąco notowałam jego uwagi. Starałam się zapisywać wiernie i nie selekcjonowałam ich.
str. 10
Wiem, że autyzmu nie można wyleczyć, niestety.
A może na szczęście, bo ja jestem taki fajny przecież.
Franio też jest fajny?
str. 13
Ja też umiem mówić, ale nie umiem tłumaczyć, żeby wszyscy dobrze zrozumieli. Ćwiczę z panią od logopedii, układam historyjkę z obrazków i opowiadam, co się stało. Mam też zajęcia k.- k.* i bardzo ich nie lubię, bo pani daje mi trudne zadania i się złoszczę. Ale jak coś zrobię, to mam nagrodę i przez 5 minut mogę robić, co chcę i wtedy konstruuję bronie z papieru albo gram na telefonie.
* korekcyjno-kompensacyjne
str. 42
Czy jak ktoś jest niewidomy, to widzi ciemność? Ale taką zupełną czarność? Jak ja zamknę oczy, to widzę migające światełka, albo czerwone, albo zielone smugi. Czy niewidomi ich nie widzą?
Ania na pewno nie boi się ciemności. Niewidome dzieci mają lepiej w nocy, bo nie muszą się bać. Ja się trochę boję, a Teoś bardzo się boi ciemności.
str. 50
Bardzo trudno jest rozpoznać literki w alfabecie Braille’a. Ja nie mam takich widzących paluszków.
str. 54
Mamo, przecież mówiłaś, że nie wolno mówić: „ubrać spódnicę”, tylko trzeba mówić: „ubrać się w spódnicę”!
(Ups…)
str. 75
Gdybym miał imię w języku migowym, to bym się nazywał Konstruktor, bo ciągle konstruuję.
str. 100
Mógłbym mieć taką rurkę w brzuchu, to nie musiałbym jeść niedobrych obiadów. Wyciągałbym rurkę, żeby zjeść pizzę, albo czekoladę.
str. 103
Jak ja dorosnę, będę konstruktorem i będę budował różne elektroniczne urządzenia. Najbardziej lubię konstruować bronie, ale pojazdy też lubię, więc może skonstruuję dla Leosia taki pojazd, którym wjedzie na Mt. Everest.
str. 122
Te kombinezony są czaderskie! Jak egzoszkielet!
Lubię budować różne zbroje i egzoszkielety z tektury albo ze starej karimaty, ale one nie są prawdziwe.
str. 160/161
Domek w głowie Zosi jest prosty, a domek w głowie Ani jest skomplikowany. To jest ten sam domek, prawda? Tam mieszkają Zosia i Ania i ich rodzice?
W mojej głowie domek jest bardzo skomplikowany i ma dużo pięter, schody, korytarze i dużo drzwi. W każdym pokoju jest inna maszyna i mam tam dużo pomysłów na nowe konstrukcje.
Mam krótką pamięć i nie mogę znaleźć różnych rzeczy w tym domku, bo nie wiem, za którymi są drzwiami i na którym piętrze. Najczęściej nie mogę znaleźć różnych słów, albo rzeczy, które mnie nie interesują.
Ale w moim domku też jest miejsce dla mamy i taty i Teosia.
str. 167
Jak byłem w drugiej klasie, koledzy mnie przezywali, że mam zespół Downa. Nawet myślałem, że naprawdę mam zespół Downa, ale pani powiedziała, że to nieprawda. Nie wiem, czemu oni tak mówili, skoro to nieprawda. Czy Zosia ma zespół Downa? Bo nawet, jeśli ma, to nikt nie powinien tak jej przezywać, bo to przecież nie jest przezwisko. To tak, jakby mnie ktoś przezywał, że mam autyzm. A przecież ja mam autyzm i to nie jest nic złego.

Leon Jaworek


Przed Świętami dostałam tę książkę i przeczytałam ją w jeden wieczór. Nie raz podczas czytania zakręciła mi się w oku łezka. Książka opowiada o dzieciach niepełnosprawnych, których codzienność jest inna od codzienności ich zdrowych rówieśników. Jest trudniejsza, ale równie radosna.
Dobrze, że taka książka powstała. Pomoże otwierać dzieci na świat, na inne dzieci, ułatwi pokonanie tego pierwszego strachu. Pomoże pokazać, że z niepełnosprawnością można żyć normalnie.
Ja patrzę na tę książkę jeszcze z punktu widzenia przyszłej matki. Zawsze mówi się „nieważna płeć, byle tylko było zdrowe”. I taki przyszły rodzic boi się, że dziecko nie będzie zdrowe. Ta książka pokazując świat oczami dziecka niepełnosprawnego może także zmniejszyć strach rodzica. A jeśli jednak dziecko urodzi się z jakimś problemem, taka książka pomoże rodzicowi oswoić się z tym „problemem” i pokaże, że życie nawet z tzw. ciężką niepełnosprawnością nadal może być piękne i szczęśliwe.

Marta Ćmil


„Denerwuje mnie, gdy ludzie mi współczują. Nie trzeba mi współczuć – przecież jestem zdrowa, nikt mi nie umarł i nic mnie nie boli. (…) Moje życie jest trochę trudniejsze przez to, że nie widzę.”
Kwintesencja.
Kiedy dowiedziałam się o tworzeniu „Dużych spraw w małych głowach”, zwyczajnie nie mogłam doczeķać się efektu. Wiązałam z tą książką wielkie nadzieje, w pewnym momencie pomyślałam, czy się nie nakręcam, a tu się okazało, że nakręcałam się potrzebnie.
Najbardziej niesamowity jest dla mnie sposób przedstawiania bohaterów. Niesamowity bo NORMALNY. (Czy „normalny” nie jest trochę dziwnym określeniem?) Najważniejsze jest to, jakimi są dziećmi, co lubią, czego nie, co myślą, co czują, czego się boją. Niepełnosprawność nie zabiera im osobowości, są pełnoprawnymi kolegami do zabawy, rozmowy, spędzania czasu. Super, że to jest tak w tej książce podkreślone. Bo tak po prostu jest.
Dalej – to ile „Duże sprawy” zawierają informacji i w jak przystępny dla każdego sposób je przekazują. Zdrowe i patologiczne mechanizmy organizmu, anatomię, co i jak się psuje i że nie jest się gorszym człowiekiem przez to, że nie można tego naprawić…
W mega świetny sposób, niby między wierszami, ale doskonale przemyślane, jest zaznaczanie codziennych problemów – niedostosowanie terenu, przedmioty ułatwiające funkcjonowanie, zwrócenie uwagi na pytanie w jaki sposób pomóc, a przede wszystkim czy w ogóle, zanim się tę pomoc okaże, wzmianka o dostosowanym hotelu, rozmawianie z każdym dzieckiem w (znowu) normalny, zwyczajny sposób… można by wymieniać długo. No i szacunek. Przewijający się przez całą książkę, nabywany przez czytającego w mniej lub bardziej świadomy sposób podczas wykonywania opisanych zadań i podkreślony na końcu wielkimi literami.
W tej książce nie ma ani jednego zbędnego zdania. Wszystko jest po coś. Nic niepotrzebnego, nic za mało i nic za dużo. I wszystko takie prawdziwe, takie jakie jest.
„Duże sprawy w małych głowach” pójdą dalej. Mimo przewielkiej chęci trzymania ich u siebie, muszą robić robotę.
Z mojej strony największe DZIĘKUJĘ, jakie możesz sobie, Autorko książki, wyobrazić. Jestem Twoim dłużnikiem.

Dominika Leśniak


Z niecierpliwością oczekiwałam przesyłki z bardzo, bardzo interesująca zawartością i wreszcie jest!!!!!. Jako , że to czas świąteczny , to czytałam ją z synkiem na raty. I powiem szczerze, że nie spodziewałam się tak wspaniałej książki. Widać, że tworzył ją Ktoś bardzo doświadczony życiowo, każde słowo , zdanie było takie ” swojskie”, normalne. Przeczytałam wiele kilka książek , artykułów o chorych dzieciaczkach, ale czegoś takiego nie było. Wspaniała robota. Mój synek 9 letni Michał, choruje na miopatię wrodzoną i z tego wynikają jego duże problemy w poruszaniu się. Bardzo często chce rozmawiać o niepełnosprawności. Staram się pokazywać mu przykłady osób ,niepełnosprawnych ruchowo- zna historię Jaśka Meli, Nicka Vujicica. Wśród kolegów ma i autystę i chłopca z mpd i z aparacikiem słuchowym. Dla Michała to naturalne. I dlatego na koniec zacytuję jego słowa” mamo, tę książkę powinni przeczytać WSZYSCY”.
Dziękujemy z całego serca, że mogliśmy ją przeczytać.

Iwona Wawrentowicz


Od dłuższego czasu starałam się pokazać swoim dzieciom, że na świecie żyją różni ludzie (m.in. wysocy i niscy, ładni i „ładni inaczej”, tacy którzy chodzą i tacy, którzy jeżdżą na specjalnych wózkach, bo mają chore nogi). Zanim książka do nas dotarła, starałam się z moim sześciolatkiem rozmawiać o czym będzie książka, na którą czekamy. Czytać zaczęliśmy w sobotę rano…
„Duże sprawy w małych głowach”… co można powiedzieć (napisać)? Pierwsza rzecz, która uderza po przeczytaniu to jej największa wada… jest stanowczo za krótka… i to nie tylko moja (matkowa) opinia, gdyż do tych samych wniosków doszedł mój Sebastian, z którym wspólnie prześmignęliśmy książkę. Zastanawiałam się, jak książkę odbierze właśnie on, ale z każdą kolejną stroną jego entuzjazm rósł, a po przeczytaniu jej powiedział, „że chyba przeczytamy ją z 28 razy” – więc myślę, że mu się podobała.
Ja jestem pod ogromnym wrażeniem, że w tak prosty i zarazem mądry sposób zostały pokazane różne niepełnosprawności, które bez problemu zrozumiał mój Syn. Niektóre „sprawy” zostały opisane w podobny sposób, do tego w który ja próbowałam opowiedzieć Sebastianowi o inności, o szacunku do wszystkich osób, nie ważne jak bardzo od nas różnych i inaczej się zachowujących. Bardzo ważne dla mnie jest to, że po każdym rozdziale mogłam swobodnie porozmawiać z dzieckiem, o tym co zrozumiało z treści. Mój „mądrala” zrozumiał naprawdę dużo, z czego niezmiernie się cieszę, bo próbuję pokazać mu świat prawdziwy i nauczyć tolerancji dla inności oraz zrozumienia i szacunku dla wszystkich.
Dziękuję za ogromną pomoc i jednocześnie obiecuję, że książkę pożyczę dalej, aby o tak ważnym temacie łatwiej było rozmawiać też innym rodzicom (już w kolejce czeka kilka osób).
Pozdrawiam i życzę wspaniałego i Szczęśliwego Nowego Roku, pełnego niespodzianek i wiele radości z pokonywanie kolejnych „nie da rady”-bo przecież „kto jak nie Wy”

Iwona Sobolewska


Z lekkim opóźnieniem chciałam podziękować za tą cudowną książeczkę. Opóźnienie wynika z faktu, że mój niespełna siedmiolatek postanowił przeczytać ją zupełnie sam. Temat niepełnosprawności nie jest nam obcy… Jednak długo szukałam sposobu na wyjaśnienie starszemu synowi, dlaczego jego młodszy brat jest trochę inny, dlaczego czasami się z niego śmieją itp. A tu proszę, książka spadła mi niemal z nieba.
Piszecie świetnym językiem, takim, który trafia do małych (i nie tylko) czytelników. Wszystko jest jasne, zrozumiałe dla małej głowy. Po przeczytaniu synek stwierdził, wiesz mamo, już nie będę się bał… Bo może wydawać się to dziwne, ale Kuba bał się dzieci z mpd, które spotykaliśmy czasem na rehabilitacji, w ośrodkach terapeutycznych czy przychodniach wędrując z młodszym. A ja nijak nie potrafiłam wyjaśnić mu, że bać się nie trzeba. Książka okazała się bardzo pomocna… Uważam, że powinna stać się lekturą obowiązkową przynajmniej w szkole podstawowej. Bo mam czasami wrażenie, że temat niepełnosprawności w szkołach jest wciąż tematem tabu. Jak mało wiedzą nasze dzieci i czasami my sami o osobach niepełnosprawnych, o tym, jak wygląda ich życie codzienne, o tym, że też mają marzenia i plany na przyszłość…A ta książka właśnie o tym jest i powinna trafić do jak najszerszego kręgu odbiorców.
Jeszcze raz dziękuję w imieniu swoim oraz moich synów Jakuba i Stasia

Dorota Kubicka


Bardzo dziękuję za tę książkę. Pracuję z dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie, z MPDz, z autyzmem i innymi niepełnosprawnościami. Zajmuję się komunikacją alternatywną i wspomagającą, więc tematyka poruszona przez Panią nie jest mi obca. Tematyka niełatwa, często obudowana strachem, stereotypami, niewiedzą. Tym bardziej doceniam Pani pracę- ta książka jest rewelacyjna! Nie mogłam się od niej oderwać i już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam ją wspólnie z moimi uczniami. „Duże sprawy…” to opowieści, które powinien usłyszeć/przeczytać każdy. Dla nauczycieli szkół i przedszkoli to gotowe wręcz scenariusze na zajęcia o niepełnosprawności, o szacunku dla drugiego człowieka, o inności, którą trzeba zrozumieć żeby się nie bać. Ta książka w prosty sposób tłumaczy to, co tak trudno czasem wytłumaczyć- dzieciom, młodzieży, dorosłym- żeby się nie bali, żeby mieli podstawową wiedzę, żeby umieli się właściwie zachować w kontakcie z osobą niepełnosprawną. Pięknie pokazała też Pani „straż boczną”- cichych bohaterów-rodziców, którzy tak walczą o swoje dzieci. Bardzo, bardzo dziękuję – polecę tę książkę innym, wykorzystam podczas zajęć, zachęcę nauczycieli w szkole mojej córki. „…a poza tym jestem całkiem zwyczajna”- mówi bohaterka jednej z opowieści- czas żeby ludzie to zauważyli, myślę że dzięki Pani książce to dużo łatwiejsze. Pozdrawiam.

Aleksandra Libner-Hytry


Pani Agnieszko,
Wczoraj tesciowa przyniosła mi Pani książkę. Późnym wieczorem wzięłam ja do ręki i juz nie mogłam się oderwać aż przeczytałam do konca.
To jest swietne!!!!!
Jestem mamą niepełnosprawnej Lusi (rozszczep kręgosłupa, przepuklina oponowo-rdzeniowa, zespół Goldenhara itd), ale nie wiedziałam dużo o realiach życia dzieci z innymi niepelnosprawnosciami. Jako mama szczęśliwej i pogodnej córeczki wiem, że nasze dzieci mogą mieć fajne życie, chociaż niektórzy uważają, że to już koniec świata, wiec szczęście i zadowolenie płynące z tych historii nie jest dla mnie szokiem. Ale propozycje ćwiczeń żeby zrozumieć jak może się czuć i postrzegać świat osoba niepełnosprawna to dla mnie zupełna nowosc.
Gratuluję Pani wytrwałości i siły żeby ten projekt doprowadzić do tak szczęśliwego finału. Książka jest naprawdę wspaniała i nawet mnie, obeznanej nieco z niepełnosprawnością, otworzyła oczy i pokazała inny punkt widzenia.
Bardzo Pani dziękuję za te ksiazke.
Będę ją pożyczać innym mamom i mocno liczę na wznowienie nakładu, bo te książkę powinien przeczytać każdy rodzic każdemu dziecku.
Serdecznie Panią pozdrawiam

Olga Gęca-Grzegorczyk, Mama Lusi 🙂


Książka została przeczytana niemal jednym tchem, inaczej po prostu nie można. Przysiadłyśmy razem z Natalką i zaczęłam czytać historia po historii, po każdej pytając czy czytamy dalej czy robimy przerwę – w końcu obiad przydałoby się zrobić 🙂 Po cichu jednak liczyłam, że Młoda będzie chciała jeszcze i jeszcze i jeszcze, bo i mnie książka strasznie wciągnęła.
Wszystko jest napisane prostym a jednocześnie bardzo ciekawym językiem. I co najważniejsze – wszystko opowiedziane przez niepełnosprawne dzieci, a każde trudniejsze pojęcie medyczne wytłumaczone. Na początku Natalia pytała – a co to znaczy, co to jest? A potem już wiedziała, że na pewno w kolejnym zdaniu będzie to wyjaśnione. I tak było – żadne jej pytanie nie zostało bez odpowiedzi.
Natalia była ostatnio razem ze swoją klasą na spotkaniu z dziećmi głuchymi i słabosłyszącymi. Po tym spotkaniu nie do końca rozumiała, dlaczego te dzieci skoro mają „tylko” problem ze słuchem, a nie z głosem – mówią niewyraźnie lub w ogóle nie mówią. Moje wyjaśnienia nie do końca ją przekonały. Za to odkryta w książce logiczna odpowiedź przekazana przez słabosłyszące dziecko nie pozostawiła już żadnych wątpliwości 🙂
Ważne dla niej i jej porządku świata było też to, że każde dziecko poza imieniem miało podany też wiek (jedynie zawiesiła się przy Natalii – ile to ona ma teraz lat :)) Przypomniałam jej, że Natalia była razem z Franiem w Jarnołtówku na turnusie, że to starsza siostra, to trochę odpuściła :)Książka zaspokaja więc potrzeby każdego, nawet najbardziej wymagającego czytelnika 🙂
Ja od siebie dziękuję za wszystkie niezwykłe historie, szczególnie za tę o basenie, górach i respiratorze. To dodaje sił, że nie można z góry zakładać, że coś jest niemożliwe, nie da rady i że trzeba rezygnować z niektórych aktywności tylko dlatego, że w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne.
pozdrawiamy 🙂

Dorota i Natalka

Back to Top